WSPOMNIENIE – MIECZYSŁAW WRÓBLEWSKI

15 maja 2020 roku odszedł w Częstochowie i został pochowany w Maluszynie kołomyjanin Mieczysław Wróblewski, pułkownik WP w stanie spoczynku. Urodził się 6 czerwca 1930 roku w Horocholinie w powiecie stanisławowskim jako syn Jana, wójta gminy Matyjowce w powiecie kołomyjskim, i Walerii. Matka była sekretarzem w miejscowym kole Związku Szlachty Zagrodowej wraz z prezesem Romanem Lewickim, późniejszym ministrem w ostatnim rządzie na uchodźstwie w Londynie i właścicielem przed 1939 majątków Pererów i Zahajpol, który wspomniał ją w swej książce „Album wspomnień”.

Mieczysław pochodził z patriotycznej kołomyjskiej rodziny. Jeden z braci ojca, Piotr służył w Legionach Polskich, drugi Józef – policjant, aresztowany w 1939 roku, zmarł na nieludzkiej ziemi jako żołnierz armii gen. Andersa. W tragicznych dniach września 1939 roku młody chłopak był uczestnikiem znamiennego zdarzenia w Matyjowcach. Wrogo nastawieni uzbrojeni sąsiedzi otoczyli dom Jego rodziców, ustawiając się wokół ogrodzenia. Naprzeciw nich wyszedł wójt z żoną i synami. Między sztachetami migały dziesiątki par oczu. Wszyscy stali w milczeniu czekając na najgorsze. Po dłuższej chwili zwyciężyła mądrość starszego Ukraińca, który dał sygnał do rozejścia się. 9-letni Mietek stracił wówczas mowę, którą odzyskał po kilku latach w Kołomyi, gdzie rodzina Wróblewskich znalazła schronienie.

Edukację rozpoczął w Kołomyi zmieniając wciąż szkoły w zależności od panowania kolejnego okupanta. Uczęszczał więc do byłego gimnazjum zamienionego na sowiecką 10-latkę, podczas okupacji niemieckiej do dawnej szkoły im. Kopernika a na końcu do szkoły mieszczącej się w kamienicy Białowąsa nad Czarnym Potokiem przy ulicy Sobieskiego, dawnej słynnej ukraińskiej drukarni. Sowieci narzucili swój program nauczania uważając, że Polacy i Niemcy zaniżali poziom nauki i dwukrotnie cofali uczniów do niższej klasy. W roku szkolnym 1945/46 w Jego klasie znalazły się więc roczniki od 1928 do 1932. Tylko od uporu rodziców zależało czy dziecko kontynuowało naukę w normalnym trybie czy cofano je do niższej klasy. Jak wspominali uczniowie tej szkoły, nigdy nie mieli później problemów z matematyką. Osobne lekcje były z arytmetyki, algebry, geometrii i trygonometrii. Dużo czasu poświęcano także językom, oprócz polskiego uczono ukraińskiego, rosyjskiego i niemieckiego. „Szkoła Białowąsa”, jak popularnie mówiono, czyli Średnia Polska Szkoła nr 3 była najważniejszą szkołą w życiu młodzieży jednej klasy – klasy Mietka. Tu zawarto przyjaźnie na całe życie. Uczniami tej ostatniej polskiej klasy były dziewczęta: Danusia Flasza-Borowik, Jadzia Leciejówna, Michalukówna, Rózia Misiuk-Jasińska, Lidka Maryńska, Danka Mossur-Krupska, Janka Piskozub-Stasina, Basia Petryk, Ala Sanojca-Lukaczek, Danusia z siostrą Teresą Taciejówne (Taciejki) i Ewa Wójcik-Malicka oraz chłopcy: Babiuch, Babij, Kaziu Budzianowski, Milu Kiczak, Czesiu Lubieniecki, dwóch Jurków:  Mogilnicki i Świderski, Kaziu Seniuk z bratem Marcinem, trzech Zbyszków: Patkowski, Ring i Skotarczak , Adam Skowroński, trzech Stasiów: Barczyk, Beck i Gura,  czterech Ryśków: Illuk, Koryzma, Olchowy i Wolny, Władek Sorokowski, Zdzisiek Szygowski, Janek Tymoczko i Mietek Wróblewski. 45 lat później aż piętnaście osób z tej klasy działało w różnym stopniu w powstałym Oddziale Miłośników Kołomyi „Pokucie” przy Towarzystwie Miłośników Lwowa i Południowo-Wschodnich we Wrocławiu. Tymczasem w maju 1946 roku Kołomyję opuścił ostatni transport przymusowo wysiedlonych na Zachód Polaków w nieznane. Przed opuszczeniem Kołomyi młodzież od 1945 do 1946 robiła pamiątkowe zdjęcia by w tej formie zabrać ze sobą przyjaciół przed niepewną przyszłością.

Koleżanki z klasy, od lewej: Janka Piskozub, Danka Mossur i Ewa Wójcik.
Foto-Atelier Kiczak Bogdan, listopad 1945.

Kolega z klasy: Milu Kiczak, brat Bogdana Kiczaka fotografa w Kołomyi, później w Niemodlinie.

Mietek pożegnał wszystkich przyjaciół na peronie dworca i pozostał z rodziną w mieście czekając na ojca. Jego ojciec powołany w 1944 roku do wojska polskiego, pod Lublinem przeszedł do oddziału leśnego Armii Krajowej i nie mógł wrócić do Kołomyi. Likwidacja polskości w Kołomyi rozpoczęła się błyskawicznie, po wyjeździe ostatnich księży zamknięto oba kościoły, teraz przyszedł czas na słowo pisane. Mieczysław opowiadał filmową wręcz scenę, jak pewnego dnia sam jeden podążał za wozem wyładowanym po brzegi książkami. A gdy jakaś spadła, podnosił ją i chował za pazuchę. To był swoisty pogrzeb polskiej książki. Zimą 1946/47 roku w Kołomyi zapanował straszliwy głód. Na cmentarzu rzymsko-katolickim kilkadziesiąt osób, pochowano w pobliżu kwatery Ofiar Kosaczowa. Mietek by dostać bochenek chleba stał całymi nocami w kolejce. Zima była mroźna, ludzie ratując się przed mrozem, rozpalali ognisko i tak koczowali przy nim całą noc.

W pierwszych dniach grudnia 1947 roku z Jeleniej Góry wysłał karki pocztowe do swych przyjaciół. Dotarł do Polski. Rodzina osiedliła się w Mysłakowicach na Dolnym Śląsku. Po uzyskanej maturze w Jeleniej Górze ukończył Wojskową Akademię Techniczną w Warszawie ze specjalnością eksploatacja pojazdów samochodowych i został oficerem zawodowym WP. Służył w jednostkach zmechanizowanych w Stargardzie, Wrocławiu, Siemianowicach Śląskich i Nysie, gdzie zamieszkał. Przez cały ten okres utrzymywał kontakty z przyjaciółmi z kołomyjskiej klasy. W 1969 roku część klasy spotkała się w Bystrzycy Kłodzkiej. Przybyli: Barbara Petryk z Kluczborka, Janina Stasina, Danuta Krupska i Adam Skowroński z Wrocławia, Mieczysław Wróblewski oraz Kazimierz Seniuk i Zbigniew Ring z Bystrzycy Kłodzkiej.

Spotkanie w Lądku Zdroju w 1969 r. Od lewej stoją; Kazimierz Seniuk, Danuta Mossur-Krupska, Adam Skowroński, Janina Piskozub-Stasina, Barbara Petryk i Zbigniew Ring.

Spotkanie w Bystrzycy Kłodzkiej w 1969 roku. Mieczysław Wróblewski
z koleżankami: Danutą Mossur-Krupską, Barbarą Petryk i Janiną Piskozub-Stasiną.

Gdy w 1991 roku założono we Wrocławiu Oddział Miłośników Kołomyi „Pokucie” został członkiem stowarzyszenia, aktywnie wspierając jego działalność charytatywną na rzecz Kołomyi i kołomyjan.

Jesienne spotkanie Kołomyjan w 1998 roku we Wrocławiu. Od lewej siedzą: Ewa Wójcik-Malicka, Danuta Krupska, Janina Stasina i Adam Skowroński. Stoją od lewej: Zbigniew Ring, Mieczysław Wróblewski i Jerzy Mogilnicki.

W roku 1997 uczestniczył w Światowym Zjeździe Karpatczyków w Nysie, gdzie stacjonowała 22 Karpacka Brygada Piechoty Górskiej, kontynuująca dziedzictwo i tradycje jednostek karpackich, w tym 11 Karpackiej Dywizji Piechoty i wchodzącego w jej skład 49 Huculskiego Pułku Strzelców. W 2005 roku z ramienia Oddziału brał udział w rozmowach Rady Miejskiej Nysy z przedstawicielami władz Kołomyi podczas podpisywania umowy partnerskiej między obu miastami. Jak wielu z nas z pasją gromadził wszelkie kołomyjana, którymi dzielił się z podobnymi sobie. Miał głęboką potrzebę wspominania Kołomyi i kontaktu z tymi, którzy jak On ukochali to zachwycające miejsce na ziemi.

Żegnaj Przyjacielu
Spoczywaj w pokoju
Bożena Krupska, córka Danki Mossurówny