ZNIKAJĄCE ZABYTKI W KOŁOMYI I NA POKUCIU

Ten malowniczy, neorenesansowy murowany budynek Łazienek w dawnej Lecznicy doktora Apolinarego Tarnawskiego w Kosowie-Smodnej pozostaje już tylko na fotografii. W czerwcu ub.r. został całkowicie rozebrany, mimo, że cały zespół wpisano do rejestru zabytków. W październiku zaś pożar zniszczył dach i pierwsze piętro drewnianej willi zwanej „Domkiem Mazurskim”. Miejsce kultowe II Rzeczypospolitej, gdzie królowała jarska dieta, a Doktor leczył swych pacjentów ze świata kultury i polityki wodą, ruchem i słońcem ginie na naszych oczach. Dzięki architektom z Łodzi pod kierunkiem Włodzimierza Witkowskiego w latach 90. wykonano inwentaryzację całego założenia a Natalia Tarkowska z Krakowa na zawsze utrwaliła ten fenomen w niedostępnej niestety książce: Lecznica narodu. Kulturotwórcza rola Zakładu Przyrodoleczniczego doktora Apolinarego Tarnawskiego w Kosowie 1893-1939.
Ilustr.: Łazienki w Zakładzie Przyrodoleczniczym w Kosowie, Kosów – huculskie Davos, „Księga Kresów Wschodnich 2”, nr 11/62/2011.
Pokucie nigdy nie należało do krain bogatych w obiekty zabytkowe, ale posiadało swoje perełki, które sukcesywnie giną od wielu lat. Najwybitniejszym dziełem wciąż jest późnobarokowy osiemnastowieczny kościół Misjonarzy w Horodence fundacji Mikołaja Potockiego zaprojektowany przez Bernarda Meretyna, nadwornego architekta JKM Augusta III. Przekazany grekokatolikom, pozbawiony rzeźb Jana Pinsla wciąż jest remontowany. Podczas wojen XX wieku zniknęły zabytki kultury żydowskiej. Rosjanie podczas I wojny spalili siedemnastowieczne drewniane bóżnice w Gwoźdźcu i Jabłonowie oraz osiemnastowieczną w Peczeniżynie. Cudeńko z Gwoźdźca możemy dziś podziwiać w Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin” w Warszawie. Bowiem polichromowana czasza sklepienia, dołem ośmioboczna, górą kwadratowa zwieńczona ślepą latarnią, o ornamentach geometryczno-roślinnych z wizerunkami zwierząt i tekstami modlitw została zrekonstruowana w zmniejszonej skali w roku 2012 przez ponad 300 wolontariuszy z 11 krajów świata. W literaturze zaś nieistniejące świątynie utrwaliło małżeństwo architektów Maria i Kazimierz Piechotkowie w książce Bramy Nieba Bóżnice drewniane na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej (Warszawa 1996). Murowaną Wielką Synagogę w Kołomyi wraz z całą dzielnicą żydowską w Śródmieściu Niemcy spalili podczas II wojny.

Nieistniejąca bóżnica w Jabłonowie, Kazimierz Mokłowski, Sztuka ludowa w Polsce, Lwów 1903
Lata 40. XX wieku okazały się okrutne nie tylko dla ludzi ale i dla schronisk górskich w Karpatach Wschodnich. Spłonęło wówczas 26 drewnianych schronisk turystycznych wybudowanych z wielkim mozołem, bo powyżej 1000 m n.p.m., głównie w latach trzydziestych, jak wykazuje analiza cytowanej poniżej strony internetowej. Inspiracją dla ich twórców były grażda huculska i styl zakopiański z charakterystycznymi wysokimi półszczytowymi dachami. Budowniczymi byli m.in. Oddziały Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego: w tym nasz Czarnohorski z Kołomyi, Stanisławowski i Lwowski a także Akademickie Zrzeszenie Sportowe (AZS) z Warszawy i Warszawski Klub Narciarski. Niezapomniane schroniska na Zaroślaku pod Howerlą, Kostrzycy, pod Smotrcem czy na Chomiaku, lub w dolinach Świcy i Mołody pozostały tylko we wspomnieniach, literaturze i na fotografii. Wyjątkiem okazało się kamienne Obserwatorium Astronomiczno-Meteorologiczne im. Marszałka Józefa Piłsudskiego , potocznie nazywane „Białym Słoniem”, zbudowane w 1938 roku na szczycie Pop Iwan (2022 m n.p.m) w Czarnohorze, obecnie w stanie ruiny. W chwili oddania do użytku było najnowocześniejszym tego typu obiektem w Polsce. Obecnie, uznane za przykład kulturowego i naukowego dziedzictwa II RP, jest wspólnie odbudowywane przez Polaków i Ukraińców.

Nieistniejące schronisko PTT w dolinie Świcy w Gorganach, fot. A. Lenkiewicz.
Od stuleci po zakończeniu każdej wojny Europejczycy przystępowali do odbudowy swego domu, szczególną pieczą otaczając najstarsze obiekty zabytkowe. Na Pokuciu, włączonym w 1945 roku do USRR, stało się odwrotnie. Gdy ostatni transport kolejowy z Polakami, Ormianami i ocalałymi z pogromu Żydami opuścił Pokucie rozpoczęło się tworzenie innej historii tych ziem poprzez fizyczne unicestwienie budynków. Na pierwszy ogień poszły świątynie innego wyznania niż greckokatolickie, czyli rzymskokatolickie, ormiańskie i ewangelickie. Na terenie Pokucia, określanymi na południu i wschodzie granicami państwowymi i wydzielonego od województw stanisławowskiego i tarnopolskiego rzekami Bystrzycą Sołotwińską i Dniestrem, było prawie 130 kościołów z kaplicami. Wszystkie sprofanowano zamieniając na magazyny, a dziesiątki z nich, jak w Mariahilf, Świętym Józefie, Tłumaczu, Obertynie, Peczenizynie czy Kosowie, zburzono. W samej Kołomyi barbarzyńsko przebudowano na sklep osiemnastowieczny barokowy kościół parafialny wybudowany w czasach I Rzeczpospolitej wg projektu lwowskiego architekta Bernarda Meretyna, najstarszy murowany budynek w mieście. Zlikwidowano zakrystię, kruchtę i wielospadowy dach, dzieląc stropem wnętrze i zmieniając elewacje poprzez liczne dobudowy.

Nieistniejący kościół rzymskokatolicki w Świętym Józefie, fot. Wiktor Krogulski, ze zb. red. GsP.
W drugiej kolejności rozebrano około 130 dworów i folwarków, należących do Polaków, Ormian i Żydów. Wraz z nimi zniknęło całe ich wyposażenie: meble, dzieła sztuki, militaria oraz archiwa i biblioteki. Nawet drzewa w parkach dworskich wycięto. Ostały się jedynie nieliczne przebudowane dwory i zarośnięte rzęsą stawy. I tu chylimy czoła przed historykami sztuki: Romanem Aftanazym który uwiecznił część dworów pokuckich w swym pomnikowym dziele Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej, Województwo ruskie Ziemia Halicka i Lwowska (tom 7, Wrocław 1995) oraz zespołem naukowców kierowanym przez Jana K. Ostrowskiego, twórcami dzieła Materiały do dziejów sztuki sakralnej na ziemiach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej, Kościoły i klasztory rzymskokatolickie dawnego województwa ruskiego (tomy 4, 14 i 18, Kraków 2006-10). Do naszych czasów dotrwały jedynie pomniki Adama Mickiewicza w Kołomyi i Stanisławowie i nieliczne tablice pamiątkowe, głównie w kościołach.

Nieistniejący dwór Dzieduszyckich-Horochów w Starym Gwoźdźcu , fot. NN, ze zb. Marka Hackemera.
Los cmentarzy rzymskokatolickich, ewangelickich i żydowskich okazał się równie tragiczny. W Stanisławowie zrównano z ziemią Cmentarz Sapieżyński, to samo zrobiono w Kołomyi z cmentarzem ewangelickim na Baginsbergu. Z nekropoli żydowskich pozostały pojedyncze macewy, zgromadzone na terenie cmentarza będącego dziś parkiem przy dawnej ulicy Tarnowskich w Kołomyi. Pozostałe pozbawione instytucjonalnej opieki skazane na inwazję natury i dzikiego człowieka stopniowo niszczeją.
Po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości w 1991 roku część kościołów rzymskokatolickich powróciła do wiernych, a w Kołomyi odbudowano, choć w zmienionej proporcji, dawny kościół parafialny zamieniając go na cerkiew. Pomocy przy odnowie świątyń udzielili dawni Pokucianie rozrzuceni po całym świecie. Dużym wsparciem był Senat RP i Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz kołomyjanin – profesor Ryszard Brykowski, kierujący Ośrodkiem ds. Polskiego Dziedzictwa Kulturowego Poza Granicami Kraju przy Stowarzyszeniu Wspólnota Polska. Jemu zawdzięczamy rekonstrukcję Krzyża upamiętniającego poległych rycerzy w 1531 roku pod Obertynem, polichromii w kościele pojezuickim w Kołomyi i Kutach, konserwację dwóch pomników na cmentarzu kołomyjskich – Krzyża „Rodakom poległym za wolność” oraz pomnika „Ofiarom Kosaczowa 1918-1919”, a także pomnika Adama Mickiewicza w Parku Miejskim, pomników powstańców listopadowych w Gwoźdźcu i legionistów w Rafajłowej.
Niestety nie wszystkie oddane świątynie rzymskokatolickie są w dobrym stanie. W pobliskim Gwoźdźcu dwuwieżowy barokowy kościół Bernardynów ufundowany przez Zofię Puzyninę-Kalinowską wciąż czeka na remont.
Cmentarze rzymskokatolickie istnieją tylko dzięki pracy wolontariuszy przyjeżdżających co roku z kraju, wspieranych przez miejscowych rodaków. Choć zdarzają się prywatne fundacje, jak choćby uporządkowanie cmentarza w Peczeniżynie z inicjatywy Barbary Wyszkowskiej. Oby akcje „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia” prowadzoną przez redaktor TVP Polonia Grażynę Orłowską-Sondej oraz Towarzystwo Miłośników Kultury Kresowej pod wodzą Zbigniewa Saganowskiego i Fundacje Ormiańską trwały jak najdłużej.
Kołomyja jest miastem wiekowym ale jednocześnie bardzo młodym. Zbudowano ją w ciągu stu lat, licząc za górną granicę wybuch II wojny. Wyjątkiem są dawny kościół parafialny i dawna cerkiew prawosławna na Przedmieściu Nadwórniańskim. W historii sztuki XIX wieku w Europie panował wówczas eklektyzm. Nie był to kierunek nowatorski lecz odtwórczy. A polegał na stosowaniu takiego stylu historycznego lub jego charakterystycznych cech, na jaki miał ochotę twórca bądź zamawiający. Równolegle stosowano eklektyzm romantyczny, gdy w jednym dziele łączono kilka stylów, i eklektyzm historyczny, jeśli dzieło było jednorodne stylowo. W Kołomyi budowano w obu kierunkach. Spotkać tu możemy neoantyk (cmentarz rzymskokatolicki), neoromanizm (kościół pojezuicki), neogotyk (gimnazjum urszulańskie), neorenesans (ratusz), neobarok (cerkiew św. Michała), neoklasycyzm (sąd, szkoła im. Piramowicza) a nawet wpływy orientalne (nieistniejąca Wielka Synagoga), angielskich Tudorów (dworzec kolejowy) czy styl szwajcarski (Sokół i domy jednorodzinne). Gdy dodamy panującą przed I wojną secesję, okres ozdabiania bogatą ornamentyką frontowych elewacji kamienic w kwartale dawnych ulic: Kościuszki i Piłsudskiego, oraz zmaterializowane w latach 30. XX wieku idee Bauhausu w licznych modernistycznych willach miejskich, otrzymujemy pełen uroku malowniczy krajobraz. Bo Kołomyja była miastem na wskroś europejskim i pragniemy by nadal tak było.
O to wszystko jednak trzeba dbać. Jest to podstawowy warunek przetrwania dziedzictwa wielokulturowego i wielonarodowego miasta dla przyszłych pokoleń. Niestety dewastacja wciąż trwa. Budynki są użytkowane bez generalnych prac remontowych aż do ich technicznej śmierci. A gdy stają się zagrożeniem dla użytkowników są porzucane a później rozbierane. Tak stało się z bóżnicą Jezupolską przy ulicy Kamioneckiej, kamieniczkami na dawnym placu Karpińskiego, szkołą im. Kopernika przy dawnej ulicy Brasona czy z „czerwonymi” koszarami przy dawnej ulicy Czarnieckiego. Koszary te nazwę wzięły od koloru elewacji drugiego piętra z cegły klinkierowej. Nosiły nazwę im. gen. Józefa Hallera na pamiątkę pobytu w 1915 roku II Brygady Legionów Polskich w Kołomyi. Przed 1914 stacjonował tu 36 Pułk Piechoty Obrony Krajowej „Kolomea”, w 1939 – I batalion 49 Huculskiego Pułku Strzelców. Budynek koszarowy zbudowano w 1897 roku jako 13-osiowy, trzykondygnacyjny z półpiętrem i z centralną klatką schodową, oraz z dwoma 4-osiowymi symetrycznymi skrzydłami, na rzucie litery „H”. Przekryty był dachem wielospadowym krytym dachówką z kołomyjskich wytwórni, o charakterystycznej elewacji boniowanej w parterze oraz wykończonej czerwoną cegłą na drugim piętrze. Z przestrzeni publicznej zniknął w ubiegłym roku. A przecież budynek położony w centrum miasta po remoncie i przystosowaniu do innych funkcji mógł pomieścić szkołę, bibliotekę, hotel, biura na wynajem, mieszkania, przychodnię lekarską a nawet kawiarnię z restauracją. Czy podobny los czeka koszary przy dawnej ulicy Mariańskiej i gmach Sokoła?

Nieistniejący budynek „Czerwonych” koszar, fot. Roman Piotrowski 2006.
Jeszcze jest czas by uratować kołomyjską drewnianą architekturę. Skąd wzięła się moda na zdobione misterną dekoracją snycerską domy jednorodzinne? Otóż w trzecim ćwierćwieczu XIX wieku kurorty i uzdrowiska galicyjskie: Krynica, Szczawnica, Iwonicz, Truskawiec i Rymanów, a nawet te z zaboru rosyjskiego w Nałęczowie i okolicach Otwocka, przyjęły styl alpejski (zwany także tyrolskim i szwajcarskim) wzorowany na szwajcarskim drewnianym domu góralskim o dużym dwuspadowym dachu o nachyleniu 30%, z wysuniętymi okapami, z dodanymi balkonami i tarasami służącymi do słonecznych kąpieli. Domy budowano w konstrukcji zrębowej później szkieletowej, elewacje szalowano deskami a w miasteczkach często tynkowano i urozmaicano gankami, werandami, wykuszami, facjatami, ryzalitami i wieżyczkami. Szczególną urodą szczyciły się wszelkie przeszklenia, dzielone szprosami ortogonalnie a także po łuku i skosie. Ambicją każdego właściciela było aby sąsiadujące ze sobą domy zawsze różniły się podziałem przeszklonych ścian jak i położeniem ganku czy werandy. Szczyty dachów, balustrady, obramowania okien i drzwi zdobiły ażurowe dekoracje wycinane w desce o geometrycznych lub roślinnych wzorach inspirowanych secesją. Artystycznie zdobiono także elementy konstrukcyjne: krokwie, płatwie, słupy i miecze, do których mocowano ozdobne łuki i kratownice. Wkrótce styl ten rozpropagowany przez uczniów państwowych Szkół Przemysłu Drzewnego w Zakopanem i Kołomyi, gdzie rzemiosła nauczano na bazie wzorów tyrolskich z dodatkiem form lokalnych, dotarł do najdalszych zakątków Galicji. W samym Zakopanem w reakcji na narzucaną tyrolszczyznę artysta malarz Stanisław Witkiewicz stworzył na bazie podhalańskiego budownictwa góralskiego styl zakopiański obecny w krajobrazie Tatr do dziś. Na Pokuciu i w Kołomyi styl alpejski, przepleciony miejscową tradycją, przyjął się szybko. Wokół śródmieścia nie ma uliczki bez zdobionych drewnianych domków. Niestety nie są one chronione prawem przez konserwatora zabytków. Dziś są nagminnie przemurowywane lub ocieplane i obudowywane sidingiem winylowym przez co zmieniają swą piękną formę w architektoniczne koszmarki, które spotykamy na co dzień na całym świecie. Niepowtarzalny świat znika na naszych oczach. Jeszcze jest czas…

Nieistniejące weranda i ryzalit z daszkiem wraz z pokryciem dachu dachówką, fot. Andrzej Łopaczak 2006.
Czytaj wiecej:
Natalia Tarkowska, Zagrożone skarby architektury uzdrowiskowej. Pożar w dawnej lecznicy doktora Tarnawskiego,
http://www.cracovia-leopolis.pl/index.php?pokaz=art&id=2870
https://www.kuriergalicyjski.com/historia/zabytki/6494-ratujmy-lecznice-narodu [źródło zdjęcia]
http://obserwatormiedzynarodowy.pl/2017/02/12/natalia-tarkowska-lecznica-doktora-tarnawskiego-byla-prawdziwym-skarbem-ii-rp-wywiad/
https://sztetl.org.pl/pl/miejscowosci/g/868-gwozdziec/112-synagogi-domy-modlitwy-i-inne/84822-synagoga-drewniana-w-gwozdzcu-wul-iwana-franka
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Nieistniej%C4%85ce_schroniska_Karpat_Wschodnich
BK