MISJA HUMANITARNA ORAZ PATRIOTYCZNO SENTYMENTALNA 5-13 XI 2022

Misja humanitarna oraz patriotyczno-sentymentalna Ogólnopolskiego Oddziału Kołomyjan „Pokucie” Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich oraz Towarzystwa Miłośników Kultury Kresowej

Wrocław – Korczowa – Jazłowiec – Dźwiniaczka – Kołomyja – Jaremcze – Worochta – Żabie – Stanisławów – Bóbrka

 

 

 

 

Ilustr.: Worochta, zbiorowa mogiła zamordowanych Polaków; tablica pomnika, fot. Robert Pieńkowski

Wyjazd, a właściwie  misja humanitarna, gdyż wieźliśmy obfite dary dla środowisk polskich trwał od 5 do 13 listopada 2022 r. Granicę przekroczyliśmy w Korczowej, skąd pojechaliśmy w kierunku Lwowa i dalej w stronę Jazłowca do klasztoru sióstr zakonnych. Dalsze drogi poprowadziły nas do Zaleszczyk i Stanisławowa oraz na Huculszczyznę, ale przede wszystkim staraliśmy się odwiedzić jak najwięcej cmentarzy polskich, gdyż Polacy na początku listopada tradycyjnie odwiedzają groby przodków. Na cmentarzach dokonaliśmy gruntownych porządków i pozostawiliśmy dziesiątki zapalonych zniczy.

 

         

Ilustr.: Cmentarz w Kołomyi, Pomnik Ofiar Kosaczowa, fot. Robert Pieńkowski

Ilustr.: Pomnik „Nieznanego Żołnierza” umieszczony w kościele pw. św. Ignacego Loyoli w Kołomyi, fot. Robert Pieńkowski

Kluczowym miejscem tej akcji był cmentarz w Kołomyi, gdzie spoczywają polscy jeńcy wojny polsko-ukraińskiej i Polacy internowani w obozie w Kosaczowie, zmarli w latach 1918-1919. Zwieńczeniem tych peregrynacji była uroczysta Msza św. odprawiona 11 listopada, w Narodowym Dniu Niepodległości w katedrze lwowskiej oraz uroczystości na Cmentarzu Orląt Lwowskich.

 

Ukraina po 24 lutego 2022 r. to kraj ogarnięty  tzw. pełnoskalową wojną, zwłaszcza we wschodniej części tego państwa. Będąc tam trudno nie dostrzec, że to państwo objęte jest działaniami wojennymi. Wielokrotnie doświadczyliśmy choćby braku w dostawach prądu, a wszystkie miejsca, w których mieszkaliśmy celowo położone były z dala od głównych ośrodków. Bez wątpienia Ukraina Zachodnia nie wygląda tak jak widzimy to w różnych relacjach z frontu na wschodzie, gdzie toczą się bezpośrednie walki, ale alarmy rakietowe są tam codziennością, a my byliśmy świadkami tego we Lwowie. Na czas alarmu życie tam prawie zamiera. Zdecydowanie zamarł we Lwowie niestety również ruch turystyczny. To co zwraca natomiast szczególną uwagę, to liczne słowa wdzięczności kierowane w stronę Polski i częste deklarowanie polskich korzeni przez przypadkowo napotkane osoby, czego wcześniej w takim stopniu tam się nie doświadczało.

 

 

Noc z 5 na 6 listopada 2022 r. spędziliśmy w Jazłowcu w gościnnym Klasztorze Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny (obwód tarnopolski). Miejsce to było do 1946 r. domem macierzystym Sióstr – do czasu gdy zostały zmuszone Jazłowiec opuścić na ponad 50 lat. Siostry Niepokalanki powróciły do Jazłowca dopiero w 1999 r. W tym roku arcybiskup metropolita lwowski Marian Jaworski przyznał klasztornej kaplicy (dawna sala balowa pałacu Poniatowskich) status „Sanktuarium błogosławionej Marceliny Darowskiej”. W klasztorze mieszkają obecnie cztery siostry: S. Tatiana, S. Julia, S. Szymona i S. Ołena. Nocleg noclegiem, ale najważniejsza była przywieziona pomoc humanitarna, która Siostrom z pewnością się bardzo przyda biorąc pod uwagę, że w klasztorze przebywa kilkudziesięciu uchodźców (mamy z dziećmi).

Budynek klasztorny powstał jako pałac – wybudowany przez Stanisława i Aleksandra Koniecpolskich w pierwszej poł. XVII w. Od 1746 r. do końca XVIII w. budynek ten ten był rodową siedzibą rodziny Poniatowskich. Spędził w nim swoje młodzieńcze lata przyszły król Polski Stanisław August Poniatowski (ur. 1732, zm. 1798).

W 1873 roku w głębi parku za klasztorem został wybudowany grobowiec, na wzór rzymskich katakumb. Obecnie znajdują się w nim groby 83 sióstr. W jazłowieckim zakonnym grobowcu została również pochowana po swojej śmierci w 1911 r. błogosławiona Marcelina Darowska. Warto przypomnieć, że w 1996 r. Jan Paweł II dokonał beatyfikacji Marceliny Darowskiej.

 

Kilka zdań w tym miejscu warto poświęcić Najświętszej Maryi Pannie Jazłowieckiej (Matka Boża Jazłowiecka, zwana Panią Jazłowiecką). Jej figura na zamówienie Marceliny Darowskiej została wykonana w Rzymie z białego kararyjskiego marmuru przez Oskara Sosnowskiego. Poświęcenia figury dokonał arcybiskup warszawski Zygmunt Szczęsny Feliński w 1883 r. Statua Niepokalanej otrzymała dekretem ks. abp Twardowskiego metropolity Lwowa z 2 lipca 1930 r., tytuł „Najświętszej Maryi Panny Jazłowieckiej”. W 1939 r. figura jazłowiecka została koronowana przez kardynała Augusta Hlonda. Gdy w maju 1946 r. siostry zostały zmuszone opuścić Jazłowiec zabrały cudowny posąg do Szymanowa, gdzie znajduje się do dziś. W Jazłowcu współcześnie znajduje się wierna kopia posągu Matki Bożej Jazłowieckiej.

 

Warto jeszcze przypomnieć fragment historii 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich, którzy w lipcu 1919 r. stoczyli pod Jazłowcem w ciężki bój odpierając atakujące oddziały ukraińskie – nie dopuszczając ich do klasztoru Sióstr Niepokalanek. Po tym wydarzeniu pułk przyjął nazwę „Jazłowiecki”, a NMP Jazłowiecka została patronką pułku. W dowód wdzięczności za uratowanie przed Ukraińcami wychowanki SS Niepokalanek z Jazłowca ufundowały pułkowi sztandar. Z bitwą o Jazłowiec łączy się szczególne wydarzenie. Ułan Władysław Nowacki miał widzenie schodzącej od strony muru klasztornego niewiasty w bieli, zbliżającej się do umierającego z ran plutonowego Sekuły. Dla późniejszego majora Nowackiego był to moment całkowitego nawrócenia. To właśnie on napisał słowa do hymnu ułanów: „Szczęście i spokój daj tej ziemi Pani”, który pułk ułanów śpiewał codziennie po apelu wieczornym. On również ślubował odbyć pielgrzymkę ze Lwowa do Jazłowca. Spełnił ten ślub w 1925 r., gdy dotarł do Jazłowca i złożył przed ołtarzem jako wotum swoją ułańską lancę z żółto-białym proporczykiem. Od tego czasu do Jazłowca corocznie przyjeżdżał patrol złożony z młodych oficerów i ułanów pierwszego rocznika 14. pułku, aby 8 grudnia zameldować się swojej Patronce (w święto zgromadzenia SS Niepokalanek).

 

 

Kolejnym celem naszej podróży była Dźwiniaczka, gdzie zwiedziliśmy świeżo wyremontowany kościół katolicki. Z tą niepozorną wioską związany był przez wiele lat Zygmunt Szczęsny Feliński (1822-1895), który po powrocie z zesłania w roku 1883 trafił do Dźwiniaczki, gdzie przebywał do roku 1895 r. będąc kapelanem przy dworze hrabiny Heleny Koziebrodzkiej, ale i duszpasterzem okolicznej ludności. Miejscem szczególnej czci abpa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego w Dźwiniaczce było i jest cudowne „źródełko Arcybiskupa” („źródełko Zygmunta”). Dzięki wodzie z tego źródełka zwanego także „kryniczką świątobliwego Arcybiskupa”, które Feliński w Dźwiniaczce odnalazł, oczyścił, pogłębił i gdzie często przy nim się modlił nastąpiło wiele uzdrowień. Woda ta w opinii miejscowej ludności, zarówno Polaków jak i Ukraińców, była szczególnie skuteczna w chorobach oczu i skóry. Odnotowanym uzdrowieniem w Dźwiniaczce była dziewczynka chora na oczy, która odzyskała wzrok, kiedy Arcybiskup Feliński pomodlił się nad nią, pobłogosławił i kazał jej obmyć oczy w wodzie ze źródełka. Zygmunt Szczęsny Feliński to Święty Kościoła Katolickiego. Beatyfikowany przez Jana Pawła II w 2002 r., a kanonizowany w roku 2009 przez papieża Benedykta XVI.

 

 

W Kołomyi dostarczyliśmy sporą ilość darów, które zostawiliśmy w polskim kościele katolickim. W tym mieście uczciliśmy również pamięć zmarłych w Obozie internowanych i jeńców polskich w Kosaczowie (1918-1919). Przez obóz przeszło od 4000 do 5000 osób, a od 800 do 1300 osób zmarło. Wszyscy zmarli zostali pochowani na katolickim cmentarzu w Kołomyi w pobliżu kwater wojskowych z okresu I wojny światowej. W 1922 r. na cmentarzu wzniesiono wspólny żelbetowy pomnik Ofiar Kosaczowa, który składał się z muru, przed którym wzniesiono duży krzyż na trzypoziomowym fundamencie. W tylnej części krzyża zawieszony był łańcuch i kajdany. Na ścianie zamontowano białe marmurowe tablice z nazwiskami zmarłych. Po roku 1946 marmurowe tablice z nazwiskami zmarłych zostały zniszczone, a już w latach 90. oderwano łańcuch od krzyża. W 1995 r. pomnik został odrestaurowany i przywrócony do pierwotnego wyglądu (z wyjątkiem marmurowych tablic). W obozie byli internowani oficerowie 3 pułku ułanów (z płk. Władysławem Oksza-Orzechowskim na czele) i 90 pułku piechoty, ponad 100 zakładników z Borysławia, ponadto z Sambora i Skolego, 26 księży jezuitów z Chyrowa oraz wyżsi urzędnicy kolejowi.

Poza tym na cmentarzu w Kołomyi zachowało się wiele pomników znamienitych mieszkańców miasta. Wśród nich wiele nagrobków żołnierzy Powstania Listopadowego i Powstania Styczniowego, które oczyściliśmy z liści,  i zapaliliśmy znicze. Łącznie udało się nam uporządkować minimum kilkadziesiąt nagrobków a następnie zapalić kilkaset zniczy.

 

Ósmy dzień listopada podróżowaliśmy szlakiem kurortów II Rzeczypospolitej na Huculszczyźnie: Jaremcze, Worochta i Żabie (od 1962 r. zwane Wierchowiną). W Jaremczu zobaczyliśmy słynny wodospad na Prucie. Szumi niezmiennie. Na miejscowym jarmarku huculskim mogliśmy zakupić rozmaite pamiątki. Już na pierwszy rzut oka widać, że czasy nie są normalne. W porównaniu poprzednimi latami spora część stoisk stoi nieczynna, a turystów – kupujących jak na lekarstwo. Kolejną miejscowością na naszej drodze była Worochta – jeden z najbardziej znanych ośrodków sportów zimowych w II Rzeczypospolitej. Zwiedziliśmy tu dwie cerkwie: noszące to samo wezwanie: pw. Narodzenia Bogarodzicy (jedna z XVII/XVIII w. oraz druga z lat 1928-1930). Na terenie cmentarza w pobliżu nowej cerkwi oddaliśmy cześć zamordowanym 72. mieszkańcom Worochty pochowanym w zbiorowej mogile. Ponieśli oni śmierć z rąk UPA w noc sylwestrową 1944/1945. Kolejną miejscowością na huculskim szlaku było Żabie. Tam udaliśmy się prywatnego Muzeum Wyszywanki prowadzonego przez Galinkę Wierchowinkę (recte Galinka Jacentiuk). Wcześniej zapoznaliśmy się z ofertą jej sklepu „Wyszywanka”. Następne odwiedzone miejsce w Żabiu to „Kopalnia Bryndzy”, gdzie degustowaliśmy sześć rodzajów miejscowych serów, obejrzeliśmy również interesujący film o huculskich i karpackich tradycjach serowarskich. Na koniec wysłuchaliśmy krótkiego koncertu gry na fłojerze. Mogliśmy również spróbować swoich sił gry na trembicie. Ostatnim celem w Żabiu było prywatne Muzeum Instrumentów Muzycznych Romana Kumłyka (zm. 2014 r.), które prowadzone jest obecnie przez jego córkę Natalię.

 

9 listopada odwiedziliśmy Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego w Stanisławowie. Tu zostały dostarczone dary w imieniu Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich – Ogólnopolskiego Oddziału Kołomyjan „Pokucie”.

 

10 listopada udaliśmy się do Starego Sioła (Старе Село, Stare Seło), które w zamierzchłym średniowieczu wchodziło w skład dóbr słynnego Zawiszy Czarnego z Garbowa. Najciekawszym obiektem w tym miejscu, który istnieje do dziś są ruiny zamku –  jednego z największych spośród wszystkich, które powstały na Ukrainie, a budowany był przez księcia Władysława Dominika Ostrogskiego w latach 1618-1656. Na teren zamku weszliśmy przez boczną bramę, nad którą widnieje herb Leliwa rodziny Sieniawskich i Tarnowskich. Na miejscowym cmentarzu wykonaliśmy porządki, zapaliliśmy znicze, odmówiliśmy modlitwę za spoczywających tu Polaków. Zachował się tu między innymi nagrobek gen. Romana Wybranowskiego (1788-1863), który służbę wojskową rozpoczął w 1809 r. w armii Księstwa Warszawskiego. Następnie brał udział w wojnach napoleońskich, w tym w kampanii 1812 r. na Moskwę. Odznaczony został francuską Legią Honorową i Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. W 1813 r. walczył w bitwie pod Lipskiem. W armii Królestwa Polskiego (Kongresowego) dosłużył się stopnia podpułkownika. W okresie Powstania Listopadowego awansowany został na pułkownika. Brał udział w wielu bitwach: w tym pod Olszynką Grochowską. W 1848 został powołany do organizowania Gwardii Narodowej we Lwowie, z czasem został naczelnikiem Gwardii. Wówczas cesarz Franciszek Józef mianował go do rangi generał-majora armii Cesarstwa Austriackiego. Na stanowisku dowódcy pozostawał do czasu zbombardowania Lwowa. Obok stoi również zwieńczony aniołem pomnik nagrobny jego córki Ludwiki Ujejskiej (1830-1858).

 

Na pomniku nagrobnych Romana Wybranowskiego znajduje się napis:

„Tu spoczywa
Roman Wybranowski
Półkownik wojsk Polskich
Generał Dowódzca
Gwardyi Narodowej
Galicyjskiej
w r. 1848
Kawaler wielu orderów wojskowych
Ur. 1788 +1863
Anioł Pański za jego duszę”

 

Z kolei udaliśmy się w kierunku Dawidowa (Давидів) pod Lwowem, gdzie zatrzymaliśmy się na starym polskim cmentarzu, gdzie zachował się stary, przedwojenny pomnik (granitowa płyta) poświęcony polskim żołnierzom walczącym o Niepodległość Polski i jej granice, na której czytamy:

„+

CZEŚĆ

POLSKIM BOHATEROM

1918-19”

 

10 listopada odwiedziliśmy z kolei cmentarz w Zimnej Wodzie (Зимна Вода) w pobliżu Lwowa, gdzie znajduje się grób polskiego legionisty:

 

„Ś.P.

Franciszek Korniak
Lat 19 – Legjonista – Poległ Śmiercią
Bohaterską Dnia 11 Stycznia 1919
Cześć Jego Pamięci”

 

11 listopada udaliśmy się do Lwowa celebrować Święto Niepodległości.  Udaliśmy się do lwowskiej Katedry, gdzie wzięliśmy udział uroczystej Mszy Świętej pod przewodnictwem Mariana Buczka – biskupa seniora diecezji charkowsko-zaporoskiej. Następnie pojechaliśmy na Cmentarz Obrońców Lwowa (Cmentarz Orląt Lwowskich) leżący przed Łukiem Chwały, gdzie najpierw zostały wygłoszone okolicznościowe przemówienia, a następnie złożone zostały wieńce na grobie Nieznanego Żołnierza. Na płycie nagrobnej widnieje tam napis: „Tu leży żołnierz polski poległy za Ojczyznę”. Jest to zbiorowa mogiła Pięciu Nieznanych Żołnierzy z Persenkówki. Kwiaty w imieniu Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. Ogólnopolskiego Oddziału Kołomyjan „Pokucie” składał Robert Pieńkowski, a w imieniu Towarzystwa Miłośników Kultury Kresowej Zbigniew Saganowski.

W trakcie uroczystości zaśpiewaliśmy polski hymn, a zakończyliśmy ją odśpiewaniem Roty Marii Konopnickiej, której grób znajduje się na Cmentarzu Łyczakowskim. W uroczystościach udział wzięli: Konsul Generalny RP we Lwowie Eliza Dzwonkiewicz, Posłowie RP Paweł Kukiz i Jarosław Sachajko oraz Prezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej Emil Legowicz.

 

Echa wojny we Lwowie są widoczne wszędzie, ale z daleka wygląda to znacznie gorzej, niż z bliska, gdyż wojna w końcu „normalnieje” i nie wypada już tak strasznie. W każdym razie mieszkańcy Lwowa musieli „przywyknąć”, choć prawie codzienne alarmy przeciwrakietowe są uciążliwe i irytujące (sklepy i stacje benzynowe itd. przestają na czas alarmu funkcjonować). Z pewnością najtrudniej przejść do porządku dziennego nad przybywającymi grobami żołnierzy ukraińskich, którzy zginęli na froncie (na specjalnej kwaterze na Cmentarzu Łyczakowskim takich tegorocznych mogił jest już kilkadziesiąt). To co interesuje turystów – zabytki są od wielu miesięcy mniej, lub bardziej zabezpieczone – zasłonięte. Katedra lwowska ma okna (witraże) zabezpieczone przed zniszczeniem. Podobnie liczne okna w Rynku i jego okolicy. Muzea pracują na ćwierć gwizdka. Najcenniejsze zbiory zostały ukryte. Dostępne są tylko mniej cenne eksponaty. Z kolei sprzedawcy na lwowskim targowisku ubolewają, że Polaków nie ma i nie mają zbytu na swoje towary (wszak pamiątki ze Lwowa są dla przyjezdnych, a tych prawie nie ma). Wielu słysząc polską mowę okazywało swoją wdzięczność za pomoc jaką Polska niesie Ukrainie. Wielu przygodnych mieszkańców Lwowa pokazywało w swoich telefonach zdjęcia swoich Ojców i Dziadków w mundurach Wojska Polskiego okresu II Rzeczypospolitej. Widać pozytywne nastawienie do Polaków i Polski. Z pewnością niezamierzony skutek wojny dla relacji polsko-ukraińskich.

Robert Pieńkowski